Geneza dramatu „Niemcy” - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Leon Kruczkowski już przed wojną interesował się problemem niemieckim, należąc do lewicowego frontu walki przeciw faszyzmowi. Po zakończeniu II wojny światowej ci, którzy przeżyli, nadal pamiętali ogromne okrucieństwo, zniszczenia i zagładę milionów ludzi, a słowo „Niemiec” budziło powszechny wstręt i nienawiść. Kruczkowski, który bacznie śledził rozwój faszyzmu za zachodnią granicą w latach trzydziestych XX wieku i przestrzegał przed nim, po wojnie. Jedyny ratunek dla porażonego chorobą narodu niemieckiego upatrywał w nim samym – w umożliwieniu odnalezienia sił, dzięki którym Niemcy będą mogli odrzucić narosłe zło i powrócić do dobrych tradycji. Jako pierwszy starał się odejść od stereotypu Niemca – zaślepionego faszysty, przekonując odbiorców, że nie należy identyfikować pojęcia „Niemiec” z hitlerowcem.

Na jednym z zebrań, zorganizowanych przez Związek Zawodowy Pracowników Kultury i Sztuki, na tydzień przed krakowską prapremierą dramatu, wypowiedział się rzeczowo o przyczynach i motywach, które skłoniły go do napisania sztuki: „Problematyka niemiecka interesowała mnie dość dawno – jeszcze w okresie przedwojennym. W roku 1935 wystawiłem w jednym z teatrów warszawskich sztukę satyryczną o reportażowym ujęciu „Daubmann” – satyrę na dążący do władzy hitleryzm. Przebywając w okresie wojny w obozie, szkicowałem pewne pomysły sztuki scenicznej związanej z tematyką niemiecką. Ostatnio moim utworem związanym z tą problematyką jest sztuka „Niemcy”. W literaturze nie tylko polskiej, ale i europejskiej okresu powojennego mamy mnóstwo utworów związanych tematycznie z okupacją, wojną, obozem – z Niemcami. Jest to zupełnie zrozumiałe. Pisarze europejscy mieli dużo do powiedzenia na ten temat, musieli niejako wyrzucić z siebie wszystkie treści, wszystkie przeżycia tego okresu, musieli dać im artystyczny wyraz. Jeśli przyjrzeć się tej całej europejskiej literaturze związanej z problematyką niemiecką, łatwo spostrzec, że ukazywane w niej postacie Niemców niemal z reguły występują jako przedstawiciele zbiorowości zupełnie różnej od wszystkich społeczeństw cywilizowanych, jako odrębny, szkodliwy gatunek ludzi z natury złych, zbrodniczych. Pogląd powiedziałbym „przyrodniczy”, „biologiczny” i w konsekwencji fatalistyczny, uznający, że te wszystkie cechy są trwałe, przyrodzone narodowi niemieckiemu, że zawsze w nim były i będą. Ten sposób widzenia i ukazywania przez pisarzy ludzi niemieckich był zrozumiały w okresie pierwszych lat powojennych jako reakcja na przeżyte doświadczenia okupacyjne, obozowe itp. W stosunku uczuciowym nie było miejsca na analizę, na przyglądanie się tym ludziom i ich mechanizmowi wewnętrznemu. Górowało emocjonalne patrzenie na te postacie i ich świat. Wydało mi się, że taki sposób patrzenia na człowieka niemieckiego jest niesłuszny, niewłaściwy i w konsekwencji szkodliwy, bo każde zjawisko, które obserwujemy, powinniśmy obserwować ze wszystkich stron – tym bardziej zjawiska groźne. Jeżeli przyjmiemy tamten fatalistyczny, przyrodniczy punkt widzenia – Niemców jako obciążonych raz na zawsze zbrodniczymi cechami, powinniśmy w konsekwencji porzucić jakiekolwiek myśli, jakiekolwiek koncepcje reedukacji niemieckiego narodu, zrezygnować z prób i wiary, że naród niemiecki może się zmienić, pozbyć się cech tak okrutnie nam znanych i przestać zagrażać innym narodom. A przecież nie ma człowieka rozsądnego i myślącego, który by się zgodził z tym, że takie ujęcie sprawy jest możliwe. Najtęższe głowy zastanawiają się nad tym, w jaki sposób i jakimi metodami tę reedukację, to przekształcenie narodu niemieckiego przeprowadzić. […] Przyjmując pierwszy „biologiczny” punkt widzenia, należałoby uznać tylko jeden sposób rozwiązania problemu niemieckiego: wyniszczyć, wytępić ten naród, jak się niszczy jadowite owady czy złe, szkodliwe zwierzęta. Takiego rozwiązania sprawy niemieckiej oczywiście nikt poważnie nie może postawić. I stąd konieczność konstruktywnego rozwiązania, które by i samemu narodowi niemieckiemu, i wszystkim społeczeństwom naszego kontynentu zapewniło spokój, i w przyszłości dobrą współpracę z Niemcami. Ten tok myśli doprowadził mnie do zamiaru konkretnego podjęcia tego właśnie tematu w sztuce teatralnej. Ale były w tym jeszcze inne sprawy, już bliższe widzowi teatralnemu. Na pewno wszystkich nas w okresie wojny i okupacji intrygowało boleśnie jedno pytanie: jak to jest możliwe, że Niemcy, których widzieliśmy między sobą, którzy w naszych czy innych krajach okupowanych popełnili codziennie setki zbrodni, podłości, czynów nieludzkich, zdecydowanie ujemnych – ci sami ludzie mieli jakąś swoją „drugą stronę”, której nie widzieliśmy: normalne ludzkie życie, rodzinę, powiązania uczuciowe, że byli nieraz idealni synowie, mężowie, w swym rodzinnym kręgu osób najbliższych sobie nie różni od ludzi innych narodowości. Jaki był wewnętrzny mechanizm tej dwoistości, tego rozbicia egzystencji ludzi, którzy tu popełnili bestialskie czyny, a na łonie swych rodzin okazywali się normalnymi, dobrymi, kochającymi i kochanymi ludźmi? To zagadnienie intrygowało wielu z nas podczas okupacji, to pytanie nasunęło się i mnie. W rezultacie powstała sztuka, w której – aby najogólniej scharakteryzować jej treści i założenia – chodzi o pokazanie szeregu postaci niemieckich, powiązanych węzłami osobistymi, należących do jednej rodziny, które mają taki czy inny stosunek do hitlerowskiej rzeczywistości, do wszystkiego, co Niemcy u siebie i w Europie robili, i o przedstawienie na poszczególnych członkach tej rodziny i ludziach blisko z nimi związanych pewnej skali postaw politycznych, moralnych, ludzkich. Pokazać tych ludzi „u siebie” i „między sobą”, spojrzeć na nich nie jak dotąd patrzyliśmy w literaturze „okupacyjnej”, ale jakby na tę ich „drugą stronę” – od wnętrza, od ich prywatnego, własnego życia. […] Taka jest geneza, takie założenie i punkt wyjścia mojej nowej sztuki.”.

W pięć lat później Leon Kruczkowski w artykule „O biografii wewnętrznej pisarza”, który ukazał się na łamach „Nowej Kultury”, ponownie poruszył problematykę niemiecką, konkretyzując przesłanie zawarte w „Niemcach”: „Jednym z problemów, które mnie głęboko nurtowały w latach ostatniej wojny, okupacji i mojego pobytu w niewoli hitlerowskiej, był problem tzw. „porządnego Niemca”, który nie mordował, nie katował, nie rabował i nie palił, w ogóle przez całą wojnę nie opuszczał granic swojego kraju – to znaczy ogromnej większości niemieckiego społeczeństwa, która jednak, czuliśmy wszyscy, ponosiła odpowiedzialność za hitleryzm, za wojnę, za okupację, za Oświęcim i za zburzenie Warszawy. Zagadnienie to, problem winy „porządnego Niemca”, niepokoiło mnie przez parę lat – bez określonych zamierzeń pisarskich. […] Ważny problem polityczno-moralny, który w roku 1948 skonkretyzował mi się jako problem „sonnenbruchizmu”, żył we mnie przez szereg poprzednich lat, karmił się okruchami zjawisk, jakie niekiedy przenikały przez druty obozu, i dojrzewał wewnętrznie na długo przedtem, zanim stał się tworzywem określonego zamysłu pisarskiego. Co więcej, nie przestał żyć we mnie i po napisaniu „Niemców”, gdyż w gruncie rzeczy nigdy nie był problemem wyłącznie niemieckim.”

„Niemcy” powstały w 1949 roku. Prapremiera sztuki odbyła się 22 października tegoż roku w Krakowie. Tydzień później dramat został wystawiony jednocześnie na deskach teatru we Wrocławiu i Berlinie, a 5 listopada – w Warszawie. Wkrótce pojawiła się w repertuarze innych polskich i zagranicznych teatrów. Pomimo upływu lat od chwili powstania „Niemców” dramat nadal zachowuje aktualność swojego przesłania, ukazując destrukcyjny wpływ totalitaryzmu na ludzki los, moralność każdego człowieka i humanitarne wartości. Przypomina, że zło, które człowiek ignoruje i przeciwko któremu nie protestuje, może pojawić się w każdej chwili. Ogólne przesłanie „Niemców” można odnieść do słów wiersza Johna Donne’a: „Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona tak samo, jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie”.


Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Niemcy - streszczenie w pigułce
2  Leon Kruczkowski – życiorys
3  Charakterystyka Williego Sonnenbrucha



Komentarze: Geneza dramatu „Niemcy”

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2013-02-23 18:03:54

Dramat "Niemcy" Leona Kruczkowskiego z 1949 r. oraz film na jego podstawie, "Niemcy" z 1997 r., to jakby kontynuacje filmu "Śmiertelna zawierucha" /The Mortal Storm/ (USA, 1940, reżyseria Franka Borzage'a): Profesor Sonnenbruch to filmowy Victor Roth, starszy syn nie żyje (jest wdowa po nim - Liesel Sonnenbruch), SS-man Willi Sonnenbruch to filmowy młodszy syn, córka Ruth Sonnenbruch to w filmie Freya Roth, były asystent (w filmie były student) Joachim Peters w filmie nazywa się Martin Breitner. Charakterystyka tych postaci w dramacie i filmie też jest zbieżna, przynajmniej w ich stosunku do nazizmu. Taka zbieżność nie może być przypadkowa!




Streszczenia książek
Tagi: